Tekst dr Barbary Major

Tekst dr Barbary Major

(…)

Sztuce niechże się poddam.

Bo ona wie, jak tworzyć

Piękności Kształt.

Prawie niedostrzegalnie

dopełnia ona życie,

łącząc wrażenie z wrażeniem,

z dniem łącząc inny dzień


Konstandinos Kawafis, Podarowałem sztuce


Joanna Trzcińska jest artystką, która nie ogranicza się do jednej techniki twórczej, w jej dorobku znajdują się obrazy malarskie, rysunki, grafiki oraz szczególne obiekty, gdzie samoistne dzieło stanowią deski drzeworytnicze. W przypadku Trzcińskiej ta różnorodność warsztatowa nie jest tylko grą formalną, ale raczej pełnym pasji poszukiwaniem odpowiedniej formy dla wypowiedzenia świata, możemy w tym miejscu sparafrazować refleksję Rolanda Barhes’a: „(…) jakie teksty chciałbym napisać (prze-pisać), jakich bym pragnął, jakim przypisałbym moc w świecie, który jest moim światem”i, odnosząc ją do wytwarzania dzieł przez artystkę: „jakie dzieła chciałabym stworzyć (od-tworzyć), jakich bym pragnęła, jakim przypisałabym moc w świecie, który jest moim światem”. 

Joanna Trzcińska stworzyła cykl obrazów, w którym część prac nosi tytuły przywołujące figury, na przykład: Figura i fantom, Figura niebieska, Figura I, pewne prace z tej serii noszą obojętne nazwy, wydobywające cech formalne: Obraz pionowy I, Obraz pionowy II. Artystka skomponowała te obrazy w sposób, który w pierwszym oglądzie przypomina scenę teatralną, gdzie wzrok patrzącego poszukuje grającego swoją rolę bohatera wśród kurtyn utworzonych z barwnych płaszczyzn. Po chwili zdajemy sobie jednak sprawę, że owe płaszczyzny tworzą szczeliny, przybierające czasami kształt drzwi, okna, najczęściej są jednak po prostu szczelinami – miejscem dla rozgrywającej się sceny. Ta obrazowa gra nie pozwala nam stwierdzić z całą pewnością czy barwne powierzchnie zasłaniają, czy też w ogóle pozwalają na wyłonienie dziejącego się życia. Płaszczyzny koloru bowiem w obrazach Joanny Trzcińskiem są czystą wizualnością, w sensie, który nadał temu pojęciu Georges Didi-Huberman jako czegoś „czego nie sposób ani dobrze zobaczyć, ani opisać”, one po prostu są. Didi-Huberman takie zdarzenie określa słowem virtus:  „pozostaje ono w mocy, które jest mocą, nigdy nie wyznacza wzrokowi celu, nie definiuje (…) jest prostym zdarzeniem, któremu nie można zaprzeczyć; sytuuje się na przecięciu mnożących się sensów, które sprawiają, że jest konieczne. Jednocześnie poddaje je kondesacji, przemieszczeniu i transfiguracji. Być może więc należy nazwać je symptomem, jądrem, w którym rozgałęzienia skojarzeń spotykają się z konfliktami znaczeń”ii. Płaszczyzny kolorów w obrazach Trzcińskiej wytwarzają więc obszar wizualności, barwy stanowią symptomy, które z jednej strony kreują miejsce dla dziejących się scen, umożliwiają zjawienie się figur, z drugiej zaś strony wytrącają nas z nawykowego dążenia do zdefiniowania tego co mamy przed oczami.  Dzieła artystki wskazują również na jeszcze jedną intuicję dotyczącą barwy jako symptomu, a mianowicie kolor tak działający niweluje dystans pomiędzy widzem a obrazem, sytuuje go na granicy jawy i sennego marzenia, realnego i nie-realnego. Figury/fantomy i fantomy/figury wyłaniające się w szczelinach są jakby ucieleśnieniem impulsu samego życia, które zarówno  kształtuje jak i pozbawia kształtu.

Wśród grafik stworzonych przez Joannę Trzcińską moją szczególną uwagę zwrócił cykl Czarny Anioł, na który składa się dziesięć litografii. Dzieła te są niezwykle intrygujące, szczególnie wtedy, gdy ma się możliwość zobaczenia całej serii jednocześnie. Każda grafika ukazuje trzy płaszczyzny-szczeliny, przybierają one kształt zbliżony do wydłużonych prostokątów, wypełnia je delikatny, pastelowy kolor (na przykład Czarny Anioł I) lub niejednolita szarość. Szczeliny tworzą miejsce na ukazanie się figury czarnego anioła, i tym samym przywołują skojarzenia z bramą, drzwiami, swojego rodzaju przejściami. W ośmiu grafikach postać anioła zjawia się tylko w jednej z trzech szczelin, jedynie w ostatniej pracy z serii figura ta ukazuje się jednocześnie w trzech odsłonach. W pierwszej litografii anioł ukazany jest podwójnie, ale to jest niepełne podwojenie ponieważ drugi kształt jest jedynie śladem. Szczególnym elementem kompozycyjnym tych dzieł są plamki koloru przypominające kształtem odcisk palca, zdają się one wędrować, w każdej pracy zajmują inne miejsce w obrębie szczeliny, w jednej grafice plamka wychodzi poza jej ramy. Owe plamki koloru stanowią szczegół, który wydaje się być swojego rodzaju punctum, rozumianym w sensie wyłożonym przez Ronalda Barthes’a w odniesieniu do fotografii: „Ten szczegół to właśnie punctum (to, co mnie nakłuwa)” i dalej czytamy „ostatecznie studium zawsze przechodzi przez kod, punctum nie jest kodowane”iii. W grafikach Joanny Trzcińskiej to właśnie te plamki wydają się stwarzać obszar wizualności, są symptomem –zdarzeniem, które oczywistą, nieskomplikowaną prezentację przekształcają w przestrzeń wieloznaczności, która umożliwia dzianie się tajemnicy ucieleśnionej w figurze anioła. Artystce udało się zamienić barwne kleksy w znamiona/sygnatury. Giorgio Agamben wskazał na znaczenie sygnatur w traktatach Jacoba Böhmego, a mianowicie: „Sygnatura tkwi w esencji i jest podobna do milczącej lutni, niemej i niepojmowalnej, ale jeśli ktoś na niej grać zacznie, wtedy ją słyszymy (…). Cały widzialny świat zewnętrzny, ze wszelkimi stworzeniami, jest znakiem lub figurą wewnętrznego świata duchowego. Wszystko, co jest wewnątrz, w chwili kiedy działa i realnie się staje, uzyskuje swój charakter zewnętrzny”iv. Plamki/sygnatury umożliwiają dzianie się obrazowości, uruchamiają grę pojawiania się i zanikania figur na granicy realnego i nie-realnego.

W ostatnich latach Joanna Trzcińska tworzy dzieła, których podstawę stanowi technika drzeworytu. Jej prace nie służą jednak jako matryce, lecz stanowią samoistne obiekty. Artystka do serii przedstawiającej akt męski wykorzystała sklejki szalunkowe o dużych rozmiarach 250 x 125 cm., na zewnętrznej, czarnej powierzchni desek widoczny jest wzór siatki. Otóż Trzcińska w mistrzowski sposób wykorzystuje wybrany przez siebie materiał, rzeźbiąc w kolejnych warstwach drewna podąża za właściwościami substancji. Udaje jej się zamienić cechy drewna w jakości artystyczne, deska ożywa w jej dłoniach udzielając swoich atrybutów postaci mężczyzny wyłaniającej się na jej powierzchni. Działanie to nie projektuje aktu męskiego na jakiejś powierzchni, ono raczej „gromadzi” razem wyobrażenie męskiego ciała i jakości materiału jego barwy, struktury, mocy i kruchości. To właśnie ten proces scalania jest samym obrazowaniem umożliwiającym pojawienie się figur.

Joanna Trzcińska należy do tej grupy artystów, który posiadają intuicyjną wiedzę, że wyobraźnia nie jest po prostu siłą produkowania obrazów, ale jest przede wszystkim mocą życia samego w sobie, jest kreatywnym impulsem zmuszającym do wydobywania  i scalania form ze świata, który się zamieszkuje.